Żyję intuicyjnie

4-ta nad ranem – sen już raczej nie przyjdzie i mnie nie odwiedzi. Kalinka hejnałem upomniała się o mleko, więc Marta drepcze do kuchni, a ja przebieram naszą czteromiesięczną córeczkę.

Za każdym razem zastanawiam się, czy obudziły ją siuśki w pieluszce czy pustka w brzuszku i w związku z tym czyje wstawanie jest dla niej istotniejsze. Jestem jednak przekonany, że jest to ostatnia rzecz o jakiej myśli Kalina. Sam nie wiem o czym myśli i raczej mi nie powie, bo nie mówi, więc nawet nie pytam. Może nienawidzi żydów. Albo zastanawia się dlaczego ta dwójka miłych ludzi chce ją na siłę ochrzcić. Jej świat to raczej potrzeby instynktowne. Mówiąc wprost – małe zwierzątko, które w niej siedzi chce jeść, pić, spać i s….robić kupę, czyli cała paleta fizjologii zgodnie z teorią Maslowa.

Jednak u mojego dziecka zauważam coraz częściej inne potrzeby instynktowne – potrzebę kontaktu wzrokowego, potrzebę zabawy, potrzebę śmiechu i potrzebę niczym nie zmąconej radości. A wtedy pojawia się magia. Dom wypełnia się  energią której nie potrafię opisać. Robi się cieplej. Gdy bawiąc się z Kalinką prycham i wystawiam język a ona śmieje się do rozpuku robi się po prostu szczęśliwie. A ja sam, wydymając policzki i robiąc bulgotki, czuje się świetnie. Jak bym miał lat cztery a nie czterdzieści cztery. Czuję w takich momentach jakby miliony motylków wpadały do domu i muskając nas po policzkach siadały na ścianie. A wtedy mamy dom w motylach, sporo magii, szczęśliwą mamę i dwoje szczęśliwych dzieci.

Czy przypominam sobie takie momenty ze swojego życia gdy miałem 4 m-ce? Otóż nie. I raczej nikt sobie nie przypomina. Więc jakie to ma znaczenie skoro potem i tak nie pamiętamy tych motyli. Otóż ma wielkie znaczenie. Wierzę, że w tym czasie wykształca się nasza potrzeba bycia szczęśliwym. Potrzeba bliskości i uwagi drugiego człowieka, potrzeba miłości i przede wszystkim potrzeba szczęścia o której trochę zapominamy w codziennej gonitwie. Może nie wszyscy jej doświadczyliśmy w dzieciństwie ale mogę przysiąc, że każdy się z nią urodził. Trzeba nad nią tylko pracować. Rodzice kształtują te potrzeby u swojego dziecka a potem podczas dorastania i w życiu dorosłym dbamy o nie sami. Czy to ważne? Na palcach mógłbym policzyć rzeczy tak samo ważne. Co może być ważniejsze od potrzeby bycia szczęśliwym – no może potrzeba bezpieczeństwa, ale czy do końca to prawda. Może nasz pra-pra dziadek jaskiniowiec, który zamykał głazem swój dom czuł się bezpiecznie, bo nikt go nie zjadł i  to dawało mu poczucie szczęścia.  W dzisiejszych czasach wygląda to zgoła odmiennie. Jeszcze niedawno nikt nie budował domu, żeby mieć zestaw cegieł i otwór okienny. Dom był budowany z potrzeby bezpieczeństwa. Teraz jednak odnoszę wrażenie, że ludzie budują domy dla tego zestawu cegieł. Oczywiście tych najdroższych cegieł. Budząc się rano planują weekendowe imprezy podczas których, będą mogli pochwalić się domem, nowymi meblami, płytkami w kuchni i samochodem. Podczas tych imprez są zachwalani przez znajomych jacy to oni zaradni, że ich na to stać i dzięki temu czują się szczęśliwi. Ale gdy sąsiedzi wracają do swojego nieszczęśliwego życia, a oni zostają sami, budzą się w nocy spoceni z walącym sercem. Czegoś im brakuje…aha,  to szczęście. Wtedy planują kolejną imprezę.

Więc jak widzicie bycie szczęśliwym jest uzależnione od nas samych. Ja zasypiam szczęśliwy, bo sam kocham, czuje się kochany, robię w życiu to co kocham i żyję zgodnie z potrzebami serca …

ale o tym już w kolejnych pisaniach.

Tak więc wystartowaliśmy instynktownie, potem pojawi się intelekt i na końcu intuicja. O tym mniej więcej będzie ten blog. Przez całe życie kierujemy się bowiem instynktem i intelektem a jesteśmy kompletnie nieświadomi daru jaki posiadamy czyli INTUICJI.

Wiem o niej trochę, bo cały czas ją czułem a od kiedy zacząłem tylko jej słuchać  mój świat zmienił się całkowicie. Teraz mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy i w końcu żyję INTUICYJNIE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *